Spotkanie miłości z działaniem Boga w Chicoutimi, Quebec,
przez swoje narzędzie, Dziewczynę mojej Woli w Jezusie.

 

2003-05-15

 

Prezentacja: Dobry wieczór. Jesteśmy zebrani tutaj, tego wieczoru, w miłości Trójcy, która chce do nas mówić przez wybraną przez siebie córkę, Dziewczynę mojej Woli w Jezusie.

Colette prosiła mnie, abym opowiedziała trochę o sobie, o tym, co przeżyłam – nie jestem z tym obyta – czytając dwa tomy.

Doszłam do drugiego, a pierwszy, który przeczytałam zdumiał mnie.

Przede wszystkim byłam wzruszona, ponieważ ja, która szukałam miłości, poznałam, jak naprawdę Jezus mnie kocha.

On wyjaśnił mi to tak dobrze, że czasami mówiłam sobie: „to prawie niemożliwe!”

Potem nieraz mówiłam sobie: „To niemożliwe, On mnie kocha!”

Ale ja, ja żyję otoczona konfliktami, to wszystko sprawiło, że jestem kobietą, która jest….Są tacy, którzy mówią, że mam łagodny wyraz twarzy, ale wewnętrznie nie jestem taka, więc mówiłam sobie, czy to możliwe, że kocha mnie taką, i mnie przyjmuje i chce mnie obdarować? Ale w drugim tomie On powiedział mi trochę więcej: jak ja mogę oddać Mu tę miłość pomimo tego, czym jestem, pomimo, że pozostawił mi jeszcze pewne słabości.

Mam do Niego zaufanie do tego stopnia, że to prawie zmienia ludzi wokół mnie.

Nie oczekuję więcej miłości od mojego męża, już nie oczekuję: mam w sobie Jezusa.

Następnie jest coś, co się zmienia, nie wiem co, ale powoli nie jestem już ta sama.

Mimo że są sprawy, które mi zostawił, mam do niego całkowite zaufanie

Później, we właściwym czasie, On sprawi, że w kontakcie z Nim, będę stawać się coraz bardziej miłością. Nie jestem w stanie być tą samą, i jak powiedziałam przed chwilą, nie jestem w stanie słuchać przekleństw wokół mnie, ukryłam się w swoim wnętrzu.

Jest pewna przemiana, która się dokonuje i nawet mój mąż czasami zadaje sobie pytania; jest trochę zazdrosny, nie mówi mi tego, ale widzi, że to prowadzi mnie do kochania ich coraz bardziej; poza tym jest coś, co się dokonuje.

To jest pewne, że to zmienia. Chcę na tym poprzestać, ponieważ nie jest mi łatwo wyrazić to, co czuję. Powróćmy do osoby, na którą czekacie, którą pragniecie usłyszeć, narzędzie Pana.

Myślę, że możemy otworzyć nasze serca na Miłość, na Miłość, która chce się objawić swoim dzieciom miłości, jak On mówi nam w książkach: swoim dzieciom światłości, swoim dzieciom Woli Bożej, chodzi tu o nas,

przez swoje narzędzie, które jest Jego wysłannikiem.

 

Dziewczyna mojej Woli w Jezusie, w Duchu Świętym: Bóg jest z nami, pyta każdego z nas: czy Mnie kochacie?

 

Jezus: powiedźcie Mi to, jestem w każdym z was.

 

Wszyscy: Tak

To słowo przyszło z waszego wnętrza; ono nabrało znaczenia, ponieważ to Ja, wasz Bóg, prosiłem was o nie.

Miłość jest w was, ona uświadamia wam, że możecie kochać waszym wnętrzem.

Ona chce wam ukazać, że w was: jest moc miłowania.

Dzieci tego świata, moje dzieci, potrzebują lekcji miłości.

Nauczyliście się mówić słowo „kocham” z tym, kim jesteście, z tym, czego was nauczono.

Ja, Bóg miłości, chcę wam pokazać, jak kochać ze Mną, we Mnie, przeze Mnie, z moimi łaskami miłości, z moimi porywami miłości.

Nie ma większej miłości niż moja!

Ukazałem każdemu z was, że Bóg kochał, aż do oddania swojego Życia.

Niewiele jest dzieci, które nie widziały ciała przybitego do krzyża, ale niektórzy z nich nie pojęli tego gestu miłości: boją się Go.

Nie rozumieją, dlaczego Syn, Syn samego Boga, jest przybity do tego drzewa.

Myślą, że jest słaby, mówią sobie, że jeśli jest tak potężny, dlaczego zgodził się, aby Go ukrzyżowano?

My, którzy jesteśmy dziećmi dwudziestego wieku, nie chcemy wzruszać się tym gestem, to jest dla tych, którzy nie rozwinęli się.

Och, moje dzieci miłości, to są wasi bracia, wasze siostry, którzy tak mówią.

Oni nie rozumieją tego gestu miłości, gdyż w nich miłość jest nieobecna, bowiem zagłuszyli w sobie to, co najważniejsze: miłość Boga do nich.

Oni odmawiają moich łask. Nie akceptują Krzyża.

Krzyż jest znakiem miłości.

Przez moje ukrzyżowanie uczyniłem z Krzyża znak, znak miłości.

Kocham was, moje dzieci, chcę wam pokazać, że miłość jest daniem i ofiarowaniem swojego życia, aby osoba kochana zgadzała się przyjąć to, co jej dajecie.

Przez ukrzyżowanie oddałem moje Życie, abyście byli zbawieni od wiecznej śmierci.

Trzeba rozumieć ten gest miłości, aby przyjąć moją miłość: On wszystko wziął, On wszystko zaakceptował;

to jest gest poddania, to jest gest, który pokazuje, że On jest gotowy na wszystko, aby was mieć.

Mogłem, moje dzieci, wypowiedzieć tak bez umierania na Krzyżu, bez cierpienia agonii, ale, moje dzieci, chciałem wam ukazać, że Syn Boży wziął wszystkie wasze czyny, które powodowały wasze cierpienie; wszystko, co znosicie w waszym życiu Ja to przeżyłem, poznałem to przed wami; poznałem wszystkie cierpienia moralne; wszystkie wasze zranione serca są we Mnie.

Ileż dzieci cierpi! Ich ból jest tak wielki, że nie mogą więcej znieść tego bólu; nie myślą już o życiu, chcą usunąć to, co jest w nich, aby już nie cierpieć: nie mogli znaleźć w sobie miłości, której szukali.

Niektórzy sięgnęli po alkohol, aby zapomnieć, że cierpią; niektórzy sięgnęli po gry, by znaleźć rozrywkę, aby mieć powód do wstawania rano, bowiem życie wydaje im się bezbarwne; niektórzy sięgnęli po narkotyki, ponieważ chcieli sobie udowodnić, że są kimś.

Pozwolili się wciągnąć, ponieważ inni także chcieli sobie pokazać, że są zdolni udowodnić innym, że są tacy sami; niektórzy zwrócili się ku temu, co materialne, akumulując środki, aby móc obdarzyć się wszystkim, czego zapragną.

Te dzieci szukały wypełnienia swojego życia miłości, ponieważ w swoim wnętrzu nie znalazły miłości, nie wiedziały jak!

Ja niosłem te dzieci, one były we Mnie; wszystkie ich uczynki były we Mnie.

Te istoty miłości, nie mogąc znieść bólu, pozbawiły się życia: wyrzekając się samych siebie.

Moi ukochani, Ja noszę boleści, wasze boleści.

Iluż spośród was straciło przyjaciela, dziecko, brata, siostrę?

Wy nadal nosicie w sobie ten ból.

Trzeba go oddać Jezusowi; oddajcie go Mi, on stanowi część mojego Krzyża.

Och, Miłości mojego Życia, kocham was, chcę, abyście odkryli miłość, która w was mieszka; nie mówię wam o potępieniu, nie mówię wam o opuszczeniu, nie przychodzę prosić was o znoszenie męczeństwa, przychodzę powiedzieć wam: «Dajcie Mi wasze cierpienia, dajcie Mi tych, których nosicie w was.»

Jestem Miłością, jestem Jezusem ukrzyżowanym.

Moje działanie miłości jest obecne: jestem Bogiem wszechobecnym.

Wy, moje dzieci, jesteście zbyt mali, zbyt słabi z powodu waszej ludzkiej woli.

Bóg jest mocą, Bóg jest Miłosierdziem:

Trzeba umrzeć we Mnie, aby uwolnić was od łańcuchów, które wy sami zgodziliście się nosić.

Moje dzieci, kiedy każdego dnia udajecie się do pracy z tym bólem w sobie, nie możecie zaznać spokoju; ciężkie są wasze dni a wasz charakter, moje dzieci, ponosi konsekwencje: macie trudności uśmiechać się; wasza cierpliwość jest ograniczona: nie wytrzymuje waszego cierpienia, bowiem kiedy ktoś zbliża się do was, a to wam się nie podoba, to odpychacie go, ponieważ macie w sobie cierpienie; nie możecie znieść tego bólu, więc ukazujecie tylko wasze cierpienie i odpychacie go, waszego bliźniego.

To dzieje się bez waszej wiedzy, ale to przeżywacie, nie rozumiecie tego.

W ciągu dnia macie także trudność zaakceptować to, o co jesteście proszeni.

Iluż z pośród was denerwuje się, kiedy powtarza się mu dwa razy to samo?

Mówicie: „Zrozumiałem!”.

Moje dzieci, kiedy powtarza się coś to dlatego, że zależy [komuś] na tym, abyście nie popełniali błędów.

Uraza jest w was, nie w tym, który powtarza dwa razy.

Moi ukochani, kiedy jesteście za kierownicą waszego samochodu, nie jesteście w stanie prowadzić, zachowując spokój.

Rozglądacie się wokół siebie i jeśli jest jakiś nieprawidłowy ruch: gestykulujecie, wydajecie sąd, wpadacie w gniew i wierzycie, że to wy macie rację, a gdy czujecie, że to wasza wina, wasze serce zaczyna mocno bić, boicie się, że inny na was patrzy; to dlatego, że w was, miłości moje, jest małe dziecko, które nie lubi być w błędzie lub boi się być ukarane.

Och, albo nastolatek, który nie lubi, gdy inny wchodzi na jego terytorium!
Od swojego dzieciństwa:

myśli, że inni kierują jego życiem: on nie chce tego zaakceptować.

Moje dzieci miłości, wasz świat jest pełen cierpiących dzieci.

Praktycznie nie ma dziecka, które ma w sobie pokój, każdy poszukuje miłości.

Jak się nie dziwić, kiedy czytacie w gazetach, że ktoś zabił drugiego, że ktoś był agresywny dla swoich własnych dzieci.

Wołam do was, aby was prosić, byście podnieśli oczy na Krzyż, by zobaczyć siebie.

Kiedy patrzycie na Jezusa przybitego do Krzyża, patrzycie na wasze rany.

Ja noszę wasze bóle, one są we Mnie; Ja je przyjąłem.

Oddałem się z miłości, aby zaprowadzić na śmierć wszystkie wasze grzechy.

Kiedy, moje dzieci, odmawiacie sobie miłości, odmawiacie miłości waszemu bliźniemu, odmawiacie miłości Bogu: uchybiacie Miłości.

Ja, Miłość, wziąłem wszystkie wasze grzechy, pozwoliłem płynąć mojej Najdroższej Krwi na każdego z was, aby was oczyścić, byście byli w szczęściu.

Ten gest jest gestem miłości. On jest tak wielki! On jest tak potężny!

Jestem w was zakochany.

Trzeba, abyście dali Mi wasze tak, trzeba abyście powierzyli Mi wasze cierpienia.

Dajcie Mi wasze życie, dajcie Mi życie waszych dzieci, dajcie Mi życie waszych rodziców, dajcie Mi życie waszych braci i waszych sióstr.

Przez wasze tak, Ja biorę wszystko na siebie i wylewam na was łaski pokoju, dopiero wtedy zaczynacie widzieć w sobie światło.

Tylko Bóg może was przemienić.

I kiedy jest się w pokoju z samym sobą, można pomóc tym, których się kocha.

Widzicie, jestem Miłością, oddałem siebie: wy, oddajcie siebie, ofiarujcie się.

Nauczcie się przyjmować miłość Bożą: bądźcie całkiem mali, przestańcie osądzać siebie, jako niezdolnych, pozostawcie Bogu to działanie: To Ja okryję was moją miłością, To Ja, Wszechmogący.

Ja jestem Życiem, wy macie w sobie Życie, ponieważ Życie dało wam swoje Życie.

Bądźcie maleńkimi dziećmi, bądźcie łagodni, bądźcie prości i bądźcie pokorni.

Kiedy jesteście łagodni to znaczy, że akceptujecie siebie, nie uważacie siebie za kogoś innego: przyjmujecie miłość Bożą będąc takimi, jakimi jesteście.

Kiedy akceptujecie siebie takimi, jakimi jesteście, nie uważacie siebie za kogoś innego: rozwijacie w sobie pokorę.

Pokora, to odkrycie, że jesteście mali: zgadzacie się, że Bóg Ojciec bierze was za rękę.

Akceptujecie to, że mój Ojciec czyni w was swoją Wolę, dlatego że oddaliście Mu waszą wolę.

Kiedy daje się komuś rękę, ufa się: zawierza się.

To jest to, czego mój Ojciec oczekuje od was, On chce, abyście byli całkowicie oddani Jego Synowi.

Ja jestem Słowem Ojca, chcę was otoczyć moim działaniem, chcę uczynić z was dzieci posłuszne Woli mojego Ojca troszcząc się o to, kim jesteście, troszcząc się o to, aby was nie przynaglać.

Jesteście tacy słabi z powodu waszych braków, waszych ran, waszych boleści!

Miłości moje, Bóg mówi we wnętrzu waszej istoty.

Bóg mówi wam, że was kocha.

Jestem Miłością, mam wam do dania tylko słowa miłości.

Jeśli mówię wam, że wasz uczynek: ten odbierania sobie życia jest grzechem, to po to, abyście uświadomili sobie, że obraziliście Miłość, Miłość, którą jest mój Ojciec.

On dał wam życie, a wy je odrzuciliście.

Więc Ja, wasz Jezus miłości, powoli chcę wam ukazać, czym jest miłość, czym jest miłość mojego Ojca, ponieważ nie zrozumieliście.

Kiedy uczyłem moich apostołów, że miłość mojego Ojca jest ogromna, że miłość mojego Ojca jest wieczna, że miłość mojego Ojca jest miłosierna, opuściliście moich kapłanów, ponieważ nie chcieliście być sądzeni.

To nie moi kapłani was sądzili, to wy sami: to wy sami sądziliście siebie waszą ludzką wolą.

Ona jest pod wpływem zła! To zło nie chce, abyście rozpoznali siebie, jako maleńkie dziecko, które wykonało uczynki przeciwko mojemu Ojcu.

To nie mój Ojciec was ukarał, to wy sami.

Moje dzieci miłości, proszę was o uświadomienie sobie, że jesteście dziećmi Bożymi, że jesteście dziećmi mojego Ojca.

Przez moją ofiarę, uczyniłem z was dzieci mojego Ojca.

Miłości moje, ten czyn jest czynem miłości! Trzeba go zrozumieć, trzeba nim żyć!

Trzeba powierzyć się, dając wasze tak Miłości, w prostocie, w pokorze, rozpoznając siebie małym, całkiem małym dzieckiem.

Przypomnijcie sobie, moi apostołowie pytali Mnie, co robić, aby iść do Nieba?

Powiedziałem, że trzeba, abyście byli całkiem mali.

Postawiłem pośrodku nich dziecko, ukazując im, że oni także byli małymi dziećmi.

Trzeba wejść w siebie, tam rozpoznacie siebie, jako całkiem mali.

Ja was niosę, tak jak was niosłem na Krzyżu.

Wejdźcie w siebie, mówcie do Mnie, powiedzcie Mi prostymi słowami: „Jezu, kocham Cię, jestem maleńki, weź mnie”.

Moje dzieci, to nie zdaniami nauczonymi na pamięć z książek,

chcę, aby to wychodziło z waszego serca, waszego serca dziecka, z prostotą.

Zobaczycie, że wasze życie zmieni się: odczujecie, że łatwiej jest wam wstawać rano, bowiem napełnię was łaskami miłości, i kiedy znajdziecie się z waszym bliźnim, te łaski, które w was złożyłem, nakarmią was: nauczycie się być bardziej cierpliwi; nauczycie się patrzeć oczami Miłości; nauczycie się oddawać Mi wasz dzień; będziecie także oddawać Mi osoby, które was denerwują i wasze życie będzie lżejsze, i każdego dnia będzie się rozwijało coś cudownego w was: miłość w was; i to będzie się dokonywało w waszym rytmie, i to Ja złożę w was łaski miłości i wasza potrzeba odczuwania miłości przyjdzie w was, powrócicie do moich kapłanów, polubicie otrzymywać moje sakramenty:

Miłość was przemieni.

Moje dzieci miłości, wszyscy jesteście wezwani pomagać waszym braciom i waszym siostrom, których nosicie w sobie.

Wiem, moje dzieci, że większość z tych, którzy są tutaj, rozpoczęła swoją przemianę miłości.

Nie mówię tylko w was, dla was, mówię dla tych, których nosicie w sobie.

Te słowa są żywe, te słowa są działające.

To mówi Bóg, to nie to narzędzie, to nie to dziecko; ona zgodziła się umrzeć we Mnie wyrzekając się swojej ludzkiej woli.

Posługuję się tym dzieckiem, abyście mogli Mnie usłyszeć. Ona jest tylko mikrofonem, to wszystko, moje dzieci!

Czyż nie jestem Mocą? Mówiłem przez moich proroków, mówię przez wybrane dzieci czasów ostatecznych.

Nie przynoszę wam nowości, przypominam wam moją miłość dla was, to Ja pozwoliłem się ukrzyżować dla was.

Moje dzieci, więcej jak 2000 lat temu oddałem się, i dzisiaj mówię do was o moim darze miłości, on jest zawsze w działaniu.

Jestem Wolą Bożą, noszę w sobie wszystkie dzieci świata.

Od Adama i Ewy aż do ostatniego, który będzie stworzony, noszę ich w sobie, jestem Działaniem Ojca.

Mój Ojciec dał Mi wszystkie swoje upodobania, mam wszystko w sobie.

Moje dzieci miłości, umieram z miłości, kocham was.

Kochajcie Jezusa, kochajcie, kim jesteście, kochajcie waszych braci i siostry, przyjmijcie mój dar miłości i oddajcie się, jak Ja się oddałem, i nauczcie się też przyjmować miłość od waszych braci i sióstr: oni chcą was kochać.

Zaczął się nowy świat, świat miłości.

Nienawiść, moje dzieci, zniknie z powierzchni ziemi,

Kiedy ukażę się w was, we wszystkich dzieciach mojego Ojca na tym świecie, zapytam was, czy chcecie Miłość: i ci, którzy powiedzą tak, staną się tylko miłością, a ci, którzy powiedzą nie, odmówią sobie miłości, i Miłość wycofa się z tych dzieci, a dzieci, które będą miłością, będą tylko w Jezusie.

Moje dzieci, we Mnie nie ma zła, we Mnie nie ma przemocy, we Mnie nie ma nienawiści: będziecie tylko miłością.

Oznajmiam wam, moje dzieci, że jesteście w trakcie przemiany miłości.

Z moimi łaskami, akceptujcie wasze oczyszczenie.

Kiedy akceptujecie poddanie się oczyszczeniu z łaskami Bożymi, znacie radość, radość niesienia waszego krzyża, tego, który jest w moim Krzyżu.

Kocham was, miłości moje, pozwólcie Bogu uczynić z was synów tak, dla Jezusa, córek tak, dla Jezusa.

Jesteście moimi, mój Ojciec dał was Mnie. Chcę was wszystkich zaprowadzić do mojego Ojca.

Zobaczcie, moje dzieci, Bóg mówi, ponieważ zna wasze tak, On składa w was światło.

Te słowa są żywe, te słowa są dla was, one są tylko miłością, one nie mogą was oszukać.

Ten, który zachowuje w sobie moje słowa, jest w świetle, tylko pokorny uznaje, że Bóg go przemienia.

Rozpoznajcie siebie, jako dzieci Boże.

To nie to dziecko, które mówi, może zrobić coś, by wam pomóc, to tylko Bóg.

Jest tutaj kapłan, on jest reprezentantem Jezusa: Chrystusa-Kapłana, on ma władzę przemienić chleb i wino w moje Ciało i moją Krew, aby was nakarmić.

To Ja was karmię, to Ja zmieniam was w dzieci Boże, jestem Obecnością.

Jest w was tyle miłości, nieznanej wam samym!

A Bóg lituje się nad wami; On bierze małe dzieci, które pozwalają się przemieniać; te dzieci zgadzają się także na niesienie krzyża, one zgadzają się cierpieć z miłości.

Przypomnijcie sobie moje słowa: «Kto chce iść za Mną, niech weźmie swój krzyż.»

Z moimi łaskami te dzieci mogą znieść bóle, które Ja zgadzam się im odkryć;

Bóg Ojciec zna możliwości każdego z moich narzędzi.

On przygotowuje swoje dzieci i one mają radość.

Oni rozpoznają się tak małymi, tak niegodnymi, że kiedy Bóg odkrywa im, że są połączeni z cierpieniem Boga: oddają się z pokorą, miłością, czując się niegodnymi tego działania miłości.

Miłości moje, kiedy mówicie Mi: „Jezu, kocham Cię, Jezu, zgadzam się na mój ból głowy, Jezu, zgadzam się, gdyż dzisiaj dowiedziałam się, że mam raka, Jezu, zgadzam się, gdyż moje dziecko jest chore, powiedziano mi, że wkrótce umrze, Jezu, zgadzam się wszystko Ci oddać”, te dzieci dają swoje tak, zgadzają się nieść ze Mną moje cierpienia i zdobywają dusze; dzięki ich cierpieniu Bóg uwalnia dusze z czyśćca, ponieważ Ja znam te dzieci, one były ze Mną w czasie mojej Męki.

Moje dzieci światłości, Ja znam wasze dary miłości.

Niektórzy z was cierpią z radością.

Oni akceptują ich cierpienia, gdyż widzą, że są uwalniane dusze.

Oni wiedzą, że ratują dzieci, które bez ich cierpienia powiedziałyby nie Miłości.

Moje dzieci miłości, mój dar, moja ofiara na Krzyżu, będzie dla was darem miłości, zobaczcie Jezusa w sobie, uwielbionego:

złączę was z moją Chwałą. Miłości, miłości, Bóg jest wszechmocny.

Kocham was, zachowujcie w sobie miłość, która się objawiła.

 

Dziewczyna mojej Woli w Jezusie, w Duchu Świętym: Bóg jest tak miłością, że nie przestaje obdarzać swoich dzieci i przez konsekrowane ręce swojego kapłana, niech obdarzy nas łaskami miłości.

 

Błogosławieństwo kapłana: Niech Błogosławieństwo Ojca i Syna, który jest miłością, zstąpi na każdego z was, na Dziewczynę mojej Woli, na tych i te, którzy są ściśle związani z jej misją szerzenia miłości, niech zstąpi i zostanie na stałe w każdym z was i w tych wszystkich, których kochacie, w tych wszystkich, którym życzycie żyć w pokoju, w miłości, w Woli Bożej.

Niech Bóg Ojciec, Syn i Duch Święty, za wstawiennictwem Świętej Dziewicy, Naszej Pani miłości, zstąpi na was i zachowuje was w pokoju, w ufności, w miłości: W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego.

 

Wszyscy: Amen.

 

Dziewczyna mojej Woli w Jezusie, w Duchu Świętym: Tego wieczoru, Bóg chce, bym była bardziej lekka: „Panie, nie wiem jak”.

Powiedział to w moim wnętrzu.

On chce, abyśmy wszyscy byli zjednoczeni w Jego sercu, chce, abyśmy unosili się, gdyż mówi: «Niosę was na moich skrzydłach i chcę zanieść was do mojego Ojca.»

„Tak, Jezu.” Trzeba przez to rozumieć, że każdy z nas otrzymuje słowa, które są w naszym sercu; On mi je objawia.

Miałam pisma dla was, mam również pisma dla mnie, miałabym tego może wystarczająco na napisanie jednej książki.

Jezus nie przestaje nam mówić jak nas kocha.

Kiedy nie ma mi nic do dyktowania, wtedy zawsze: «Kocham cię, moja córko, powiedz Mi, że mnie kochasz; powiedz Mi to, jest tylu, którzy Mi tego nie mówią, umieram z miłości!»

Kiedy chce, żebym pracowała, wtedy mówi: «Idź, siadaj do pisania» i wierzcie mi, często zasiadam! Wstaję wcześnie rano, On daje mi spać mniej więcej pięć godzin!

I podczas tych pięciu godzin pokazuje mi pewne rzeczy, uczy mnie pewnych rzeczy i kiedy mnie budzi, tłumaczy mi to.

Zobaczyć te, czy inne rzeczy, to są moje cierpiące dzieci; widzieć te, czy inne rzeczy, to jest miłość.

Dziś rano powiedział mi: «Jestem Kościołem. Kościół, to moje dzieci.

Wy jesteście Kościołem....», kontynuował; tak, że Colette powiedziała: «Spałaś do za piętnaście ósma!» to było od pięciu godzin, jak On do mnie mówił.

Ja żyję w Woli Bożej.

Na początku był to mój anioł. On powiedział: «To nieprawda, moja córko.»

To był On.

Mówi: «Przypomnij sobie: ‘Krzyczę na dachach, lecz nikt nie słyszy, tak ogromne jest moje cierpienie’. Tak, On mówi: «Właśnie!»

Więc Jezus mówił do mnie pierwszy, to prawda, ponieważ, pewnego dnia coś sobie uświadomiłam; to było, gdy byłam przed tabernakulum, słyszałam cały czas: «Kocham cię, kocham cię, ach, kocham cię», wtedy mówiłam: „Panie, nie mogę powstrzymać się od myślenia.

Przepraszam, Jezu”. Następnie powiedziałam: „Przebacz Panie, nie mogę się powstrzymać od mówienia tego, od myślenia o tym»: „kocham cię, kocham cię”.

To naprawdę przeszkadzało, bo chciałam pozostać w milczeniu!

Mówił: «Pozostań w milczeniu przed tabernakulum»; zatem chciałam pozostać w milczeniu przed tabernakulum, wytworzyć pustkę; On powiedział: «Wytwórzcie w was pustkę»; chciałam wytworzyć pustkę, ale cały czas słyszałam „kocham cię”.

Ach, powiedziałam: „Nie jestem w stanie tego zrobić!”

Otóż, uświadomiłam sobie, że to był On, to był Jezus, który mówił: «Kocham cię», a ja nie byłam w stanie.... „Tak”

Powiedział: «Byłaś zbyt mała, aby zrozumieć, że to pochodziło ode Mnie.»

To właśnie mi powiedział.

Wtedy słyszałam także mojego anioła, mojego anioła stróża; przedtem słyszałam Mamę Maryję.

Po tym otrzymałam namaszczenie, było to w wizji, miałam błogosławieństwo [dane] przez Syna, Ducha Świętego i Boga Ojca, a kiedy to się skończyło, to jakby eksplodowało, miałam boleści: do tego stopnia, że ten ból ustąpił [dopiero] po południu, kiedy otrzymałam komunię.

Wtedy to ustąpiło a potem zaczęłam słyszeć, słyszałam mojego męża.

Po raz pierwszy, kiedy usłyszałam mojego męża, to było w szpitalu.

Dzisiaj mogę to powiedzieć, że dla mnie [był to] dzień miłości, miłości Ojca, ponieważ w przeddzień byłam na pielgrzymce w Marmorze i w Oratorium (Św. Józefa) przed tabernakulum, Jezus powiedział do mnie: «Chcę, abyś oddała się, oddaj się.»

Powiedziałam: „Tak”

«Chcę, abyś oddała się całkowicie», więc, powiedziałam „Tak”.

«Chcę, abyś oddała się», to było, to było cały czas: «Chcę, abyś się oddała.»

Cały czas podróży autobusem było: «Chcę, abyś oddała się»; więc mówiłam: „Tak Panie», ale jednocześnie bałam się, ponieważ to nie ustawało.

Przybywszy do Marmory, On sam odbywał Drogę Krzyżową i nieprzerwanie było: «Oddaj się.»

To było cały czas, to powracało, i On prowadził rozważanie a to było o oddaniu, następnie o całkowitym oddaniu się.

Kiedy dzień się skończył, nie wiem jak znalazłam się w domu.

Ale zdarzyło się coś pięknego przy krzyżu z Dozule: zobaczyłam Najświętszą Dziewicę, ale wewnętrznie; to było drugi raz, kiedy widziałam Ją całą, ubraną na biało, całą białą i Ona jakby zawisła w powietrzu; potem popatrzyła na mnie, następnie uśmiechnęła się do mnie i odczułam ją; to była wielka radość, i powiedziała do mnie: «Teraz idź», ale nie byłam w stanie powrócić do siebie.

Powiedziała: «Bądź posłuszna.»

Wtedy, we łzach, z wielkim wysiłkiem musiałam powrócić, ponieważ Ona szanuje naszą wolę; więc to było z płaczem.

Ale wyznaję, z wielkim płaczem, bo gdy to odczuwamy, potem to się kończy, coś dzieje się w nas, ale nie możemy tego wyjaśnić, to jest tak piękne i bolesne zarazem!

Wszystko jest pomieszane, naprawdę nie możemy tego powiedzieć.

Zatem gdy przybyłam do domu i kiedy powiedziałam: „W porządku!” to nie ja, ponieważ mój mąż, to on chciał bardzo, żebym jechała do Marmory, ale nie żebym o tym mówiła: „Twoje sprawy, to twoje sprawy, a ja, to moje sprawy”, ale tego dnia, wyobraźcie sobie, że zapytał mnie, jak było w Marmorze; to było pierwszy raz, gdy mnie o to zapytał, więc tak jak przedtem, chciałbym się wygadać, o niczym nie zapomnieć.

Teraz jednak powiedziałam: „W porządku, spędziłam dzień dobrze.”

I wtedy on zapytał mnie: „Czy wszystko odbyło się dobrze?”

Więc wtedy powiedziałam: „Widziałam Pannę Świętą, we mnie.”

On założył słuchawki (oglądał telewizję).

Parę sekund później zdjął je, popatrzył na mnie, potem powiedział do mnie: „Czy mówisz mi prawdę?” więc powiedziałam: „Tak.”

On włożył swoje słuchawki, później zrobił znak i uśmiechnął się; wtedy wiedziałam, że mi uwierzył.

Wiecie, kiedy żyje się razem trzydzieści dwa lata, to się zna siebie; potem poszliśmy spać. Następnego dnia rano, oznajmił mi, że cała rodzina idzie na mszę.

Ach, piękny prezent! Zatem przyszliśmy na mszę; większość poszła do spowiedzi.

Mój mąż był u spowiedzi i u komunii.

Podczas komunii – wiecie, widzę rzeczy w moim wnętrzu, – zobaczyłam siebie na kolanach i zobaczyłam Jezusa, ale z profilu, nie tak jak chcielibyśmy Go widzieć, chcielibyśmy się Nim rozkoszować; to nie było dość wyraźnie, to tak, jakby Bóg włożył zasłonę i nie jesteśmy w stanie zobaczyć Go, On zostawia nas z naszym pragnieniem – wtedy On powiedział do mnie: «Czy chcesz być moją oblubienicą?»

«Ależ nie Panie, jestem mężatką!»

Wówczas powiedział: «Czy chcesz być moją mistyczną oblubienicą?»

Nie wiedziałam zbyt, co to jest „mistyczną”, ale powiedziałam: „Tak”.

Wtedy On tak powiedział: «Twój mąż jest świadkiem.»

Nie widziałam mojego męża, ale zobaczyłam serce; kiedy to powiedział, pojawiło się serce, ludzkie serce: było czerwone, biło i było w powietrzu.

Wówczas Jezus powiedział, jak bardzo mnie kocha i to zniknęło.

Po mszy, cała rodzina poszła, jak dobrzy quebecois, na obiad do restauracji a potem sami wróciliśmy do domu; nasze dzieci poszły każde w swoją stronę i skorzystaliśmy z tego, aby odpocząć.

Niewiele czasu później usiadł w fotelu i powiedział: „Myślę, że Ojciec chce przyjść po mnie.”

Trochę później, kiedy przybyliśmy do szpitala, mój mąż miał atak serca; pielęgniarka powiedziała do mojego syna: „On miał atak serca, nie martwcie się, jest w dobrych rękach, zajmiemy się wami.”

Zaprowadzono nas w miejsce, gdzie myślę, że były komputery; po telefonie do moich dwóch córek, przyjechały z moimi zięciami i nawet przyjaciel mojego syna tam był.

Pielęgniarka powiedziała nam, że przyjdzie do nas lekarz.

A w tym czasie moja córka Natalia, wyjęła swój różaniec i modliliśmy się; moje dzieci mówiły: „Czy stracimy tatę?” Odpowiedziałam: „Ależ, nie, nie martwcie się.” Zatem modliliśmy się.

Pielęgniarka przyszła z lekarzem, – mniej więcej dwadzieścia lub piętnaście minut później, w każdym razie wydawało mi się bardzo długo – i kiedy przyszedł lekarz, powiedział: „Wstrzykniemy mu lekarstwo, które przyśpieszy mu puls, później jego serce powróci do normy.”

Potem odszedł, a my dalej modliliśmy się, zawsze zachowując nasz pokój.

Nie płakaliśmy, zachowywaliśmy pokój.

Wiecie, dzieci patrzyły na mnie, jako na mamę i zachowywałam spokój.

I trochę później lekarz przyszedł powiedzieć nam: „Lekarstwo nie odniosło skutku.”

Więc spytałam go: „Czy pan chce mi powiedzieć, że mój mąż umrze?”

On powiedział: „Tak.”

Wtedy powiedziałam cicho: „Chcę zobaczyć mojego męża.”

On zerwał się z miejsca a ja powiedziałam: „Moje dzieci chcą zobaczyć swojego ojca”.

I myślę, że powiedział: „ Ależ on jest cały siny, on źle wygląda.”

Odpowiedziałam: „Chcę zobaczyć mojego męża i moje dzieci również.”

Więc on powiedział: „Dobrze” i odszedł.  Pielęgniarka odeszła i powróciła powiedzieć nam: „Wiecie, tutaj jest kapelan. Czy chcecie, aby otrzymał on ostatnie namaszczenie?” (ona widziała, jak się modliliśmy). Powiedziałam: „Tak”.

 W swoim wnętrzu powiedziałam: „Dziękuję, mój Boże!

„Właśnie otrzymałam mój pierwszy prezent.

I później, kiedy znaleźliśmy się sami, moja najmłodsza powiedziała: „Mamo, wiesz, tata....” Odpowiedziałam: „Tak, moja córko.”

Ona powiedziała: „Oddaję go Jezusowi.” 

Odpowiedziałam: „To dobrze.”

Moja druga córka powiedziała: „Mamo, ja też znam tatę, oddaję go Jezusowi.”  

Mój syn powiedział: „Oddaję go Jezusowi.”

Zatem daliśmy nasze tak i przyszła po nas pielęgniarka; weszliśmy z kapłanem i ustawiliśmy się wszyscy wokół niego, on dał ostatnie namaszczenie i potem powiedział: „Połóżcie wasze ręce na niego i odmówiliśmy „Ojcze Nasz”: a kiedy powiedzieliśmy „Amen”, jego serce zatrzymało się, gdyż moja córka, która była obok lekarza, usłyszała jak powiedział w chwili wypowiedzenia „Amen”: „Umarł.”

Bardzo płakaliśmy, ale pielęgniarka powiedziała nam: „Nie możecie tutaj zostać”.

Powiedział mi: „ Możecie zostać z nim tak długo jak chcecie, zaprowadzę was w miejsce, gdzie będziecie razem.”

Otrzymałam drugi prezent: pozostanie z moim mężem.

Zostaliśmy z nim i około dziesiątej usłyszałam: „Chcę, abyś została sama ze swoim mężem.”

Więc powiedziałam do dzieci: „Czy chcecie mnie zostawić samą z tatą, powiem mu dobranoc.”

Wtedy usłyszałam Pana, powiedział: «Moja córko, uczyń znak krzyża na jego czole.»

Uczyniłam znak krzyża prawą ręką, ale On powiedział: «Ręką od serca»; zatem uczyniłam znak krzyża lewą ręką.

I powiedział: «Połóż rękę na jego sercu.» Położyłam moją rękę, «Nie, moja córko, rękę od serca.»

Zabrałam rękę i położyłam moją rękę od serca; wówczas usłyszałam Jezusa miłość.

Powiedział: «Twój mąż jest ze Mną. Jest w mojej obecności z moją Matką.»

On powiedział mi, że mój mąż był z Jezusem i Maryją!

Wtedy powiedział: «Mam wszelką władzę nad życiem i śmiercią.

Musisz dokonać wyboru, moja córko. Jeśli wybierzesz, że będziesz trzymała rękę na jego sercu, twój mąż wróci z tobą, a jeśli wybierzesz, że zabierasz rękę, twój mąż zostanie ze Mną.»

W stanie, którego nie potrafię wam wytłumaczyć, cofnęłam rękę, ponieważ rok temu byłam w kościele spotkać się z Mamą Maryją, gdyż ani mój mąż, ani mój syn już od roku nie chodzili na mszę, i powiedziałam do Maryi: „Maryjo, oddaję Ci moje życie za to, żeby mój mąż i mój syn poszedł do nieba.”

I tam, On mi powiedział, że on jest w niebie.

Jak moglibyście jej nie cofnąć?  Wszystko to przyszło mi tak szybko do głowy, że cofnęłam rękę.

Wówczas głos Jezusa powiedział mi: «Połóż rękę od serca na jego czole.»

Wtedy położyłam rękę od serca na jego czole i usłyszałam głos mojego męża; powiedział do mnie: „To ja, Maurycy, twój mąż. Bóg Ojciec pozwala, że słyszysz mój głos, On sam wyznaczy chwilę, w której się to zatrzyma.

Kocham cię, moja żono, będę cię kochał całą wieczność.

Będę cię chronił, będę zawsze z tobą.”

I powiedział mi: „Będą próbowali ciebie skrzywdzić, ja mam misję ciebie chronić.

Wielu nie będzie wierzyć, ale po jakimś czasie liczba tych, którzy uwierzą będzie większa niż tych, którzy nie uwierzą.”

I od tego czasu słyszę głos mojego męża; a w trudnych chwilach mój mąż mi mówi:

„Słuchaj Jezusa, bądź posłuszna. Należysz do niego, jak ja należę do Niego.

Żyję w Jezusie, ty żyjesz w Jezusie.”

Wiecie, jego śmierć i cztery dni, gdy był wystawiony, to on sam wybrał te dni, sam wybrał swój grób, sam wybrał kwiaty, kolory, wszystko, co było napisane na kartkach, pochodziło od mojego męża.

A kiedy był list po ceremonii – otrzymałam przesłanie od mojego męża i od Jezusa – powiedziałam to kapłanowi, ponieważ trzeba było, aby zgodził się na to, co zostanie powiedziane w jego kościele – to bardzo ważne.

I nie wiem, jak to się stało, że powiedział tak, ale nie wiedziałam, że może odmówić, dopiero potem dowiedziałam się, dlaczego muszę mu to przedstawić.

Powiedziano mi: „Musisz powiedzieć o tym kapłanowi.”

Przedstawiłam mu to!

I orędzie zostało powiedziane w kościele a kościół był pełen, a to duży kościół i Bóg tego dnia przemawiał w sercach.

A ludzie z mojej parafii przyczynili się do moich przeżyć; wiecie, to było bardzo trudne dla nich, zrozumieć mój stan.

Czytałam orędzie ze spokojem, stojąc z przodu; oni byli tak poruszeni, że powiedziano mi, iż wielu płakało, ale po tygodniu, piętnastu dniach, mogli przetrawić troszeczkę, powiedziano, że to z powodu mojego stanu.

Ale Bóg nie zahamował swojej Bożej Woli; a jeśli chodzi o mnie, to słyszę w moim wnętrzu głos i [głosy] innych osób.

Kiedy żyjemy w Woli Bożej, nosimy wszystkich braci i siostry całego świata i Bóg pozwala, że słyszymy ich.

Kiedy wpisuję dedykację do waszej książki, to nie ja wpisuje, to Jezus; to dzieje się, ponieważ słyszę, co On mówi wam w waszym wnętrzu; wy dajecie waszą zgodę, ponieważ ja nie mogłabym, Bóg nie pozwoliłby; zatem Bóg, kiedy dajecie wasze tak, pozwala mi usłyszeć to, co mówi w waszym wnętrzu, więc mogę to zapisać; to jest po prostu tak, jakby włożył moje uszy w was, potem ja piszę.

I tak jest nieraz z duszami, są to dusze żyjące, które dają swoje tak Jezusowi, w Woli Bożej i Bóg pozwala, że je słyszę.

To dlatego w drugim tomie jest dusza, która mówi w Woli Bożej; ponieważ ja usłyszałam ją i mogłam zapisać, co ona przeżywa.

Ale Bóg jest taką miłością, że ostrzega mnie wcześniej, ponieważ szanuje, kim jestem i wtedy mogę pisać; a w trzecim, zobaczycie, że jest ich więcej.

Kiedy Bóg daje miłość, to nie przelicza, nie odmierza, On chce, żebyśmy byli tak jak On.

On chce, abyśmy oddawali siebie, abyśmy nie przeliczali i nie mierzyli, i to dzieje się tylko dzięki Jego łaskom.

Bóg prosi każdego z nas, aby dawał siebie, On daje nam tak wiele!

Popatrzcie, On prosił mnie o oddanie się, ja dałam moje tak, nie wiedziałam, co mnie spotka: umarł mój mąż i słyszę go, a On dał mi łaski pokoju, łaski miłości.

Kiedy Bóg daje, On nie odmierza.

My, z naszą ludzką wolą, nie będziemy [do tego] zdolni, ale dając nasze tak, oddając się w Woli Bożej, Bóg sprawia, że jesteśmy zdolni [to uczynić], to nie pochodzi od nas.

To, co ja robię w tej chwili, nie pochodzi ode mnie, to pochodzi z Jego Woli Bożej we mnie.

W czasie komunii, przed chwilą, widziałam w sobie Boga Ojca, który sprawił, że znowu zniknęłam; umieścił mnie w swojej ręce i położył swoją drugą na mnie, powiedział: «Ciebie nie ma. Biorę twoją wolę. Będziesz się prezentowała [przed ludźmi] i twoja ludzka wola będzie tylko miarą tego, co Ja chcę.»

Na tyle, by utrzymywać mnie na moim miejscu, wystarczająco, aby mieć świadomość obecności: On tak czyni.

Widzicie zatem, kiedy Bóg chce, abyśmy dawali, to jest On, to Jego Wola Boża.

Powiedział mi, że inni żyją Wolą Bożą, tak jak Julia: Solitude; inni także żyją w Woli Bożej jak Vassula; ponieważ On chce, abyśmy wszyscy byli tacy; On chce, abyśmy wszyscy wyrzekli się naszej ludzkiej woli, aby żyć w Woli Bożej.

On chce nas przemienić, bowiem wszystkie dzieci, które powiedzą tak dla Miłości, powiedzą także nie ludzkiej woli:

zatem staniemy się dziećmi Woli Bożej.

Jeśli On – szanując moje tak, które nie jest jeszcze na wysokości tego, co On chce – daje mi dużo, to jak [wielkie] to będzie wkrótce? Jezus, On da tak wiele!

Gdybyście wiedzieli, co On mówi o Nowej Ziemi, co mówi o tym, czym będziemy, to jest wspaniałe, to cudowne!

Jeśli powiem to ludziom, którzy nie dali swojego tak, wy przecież daliście wasze tak, ale oni, otóż, oni powiedzą: „Wyjdź ze swojego świata, wróć na ziemię”.

Gdy dajemy nasze tak i pozwalamy się przemieniać, to tylko wtedy akceptujemy to, co mówi Bóg.

Bóg nas przemienia, widzimy Jego działanie.

Wyobraźcie sobie, doszliśmy do tego, że czujemy zapachy róż, które pochodzą z Nieba i nawet się nie dziwimy. Dlaczego? Czy to sami czujemy, czy znamy kogoś, kto czuje, a jest ich setki! „Dziękujemy Panie!”

A teraz mówi się, że Mama Maryja objawia się w setkach miejsc; przyjmujemy to z miłością: „Dziękujemy Panie!”

Doszło do tego, że możemy otrzymywać przesłania pochodzące z Nieba; niektórzy mówią nam, że mamy... jak to się mówi, przywidzenia? A my, dzieci tak, uważamy to za normalne!

„Dziękujemy, mój Boże, Ty nas karmisz, Ty nas rozpieszczasz, jesteśmy zepsuci!

Ach! Panie, jesteś cudowny!”

Ale nie zapominajcie, że za to się płaci; nie doszliśmy jeszcze do Nowej Ziemi,

droga jest bardzo wąska.

Powiedział, że droga, która prowadzi do Nieba jest ciasna i wąska.

Pewnego dnia miałam wizję i opowiedziałam ją, tę wizję: „Jestem w domu, wychodzę i idę drogą i inne dzieci przyłączają się do mnie, ponieważ widzę domy, z których wychodzi dym, czarny dym.

Wszyscy jesteśmy na zewnątrz, idziemy i mamy pokój: jesteśmy wielką rodziną, – ja was nawet nie znałam, teraz wiem, znam was – jesteśmy na drodze i czuję, że jesteśmy jedną rodziną i spokojnie idziemy naprzód.

Grupa powiększa się, grupa powiększa się i widzimy domy, potem idziemy dalej, idziemy prosto, zatrzymujemy się, słyszymy płaczące dziecko, idziemy poszukać je, przyprowadzamy je do naszej grupy, wyruszamy dalej w pokoju, bez rozmawiania ze sobą i posuwamy się naprzód.

Na naszej drodze spotykamy ludzi, którzy chcą nas zatrzymać; oni są rozgniewani, są wściekli, obrażają nas, wchodzą do luksusowych samochodów i odjeżdżają.

Ale jedna osoba spośród nas wyszła z naszej grupy, aby dołączyć do nich, nie zatrzymaliśmy jej, bo to był jej wybór, patrzyliśmy na nich przejeżdżających; czuliśmy w sobie pokój, tak jakby nasze serca były zjednoczone, wiemy, że im coś się przydarzy: czujemy ból z tego powodu, ale idziemy dalej i mamy cały czas pokój. Przychodzimy, jest las: trzeba przejść przez ten las, trzeba dojść do wody i to jest daleko: znowu dwie przeszkody; po dojściu do wody, troje dzieci zaczyna biec, pełni radości przepływają wodę.

Pewien pan próbuje je zatrzymać, później spostrzegamy, że to jest dobre i my znajdujemy łódki, dmuchane opony, obojętnie co: to, co proste.

Po drugiej stronie jest teren jałowy, jak pustynia: nic nie rośnie, a jednak to nas nie zatrzymuje: idziemy, mamy pokój i pozwalamy prowadzić się naszemu wnętrzu, i wiemy, że jest szczelina, którą musimy przejść, ale jest tylko ścieżka, wąziutka, nawet nie ścieżka, przejście tak wąskie!

Nie martwimy się, ponieważ wiemy, że On jest tu, że to, co czujemy w naszym wnętrzu, pozwala nam posuwać się naprzód i przechodzimy ścieżkę.

To jesteśmy my, to my; posuwamy się naprzód, ponieważ zgodziliśmy się wyrzec wszystkich niepotrzebnych przywiązań: telewizji, radia.

Mama Maryja powiedziała mi pewnego razu, że będzie trzymała nas za rękę w czasie wyrzeczeń. Będziemy tego potrzebowali, bowiem musimy wyrzec się naszej garderoby, naszych samochodów, wszystkich tych rzeczy, naszego nadmiaru,

On zaczął uwalniać nasze życie od tych wszystkich nieprzydatnych rzeczy, które są wokół nas.

To zaczyna się, bo gdy młoda dziewczyna mówi, że już nie jest w stanie spędzać wieczorów na pogawędkach z przyjaciółmi przy piwie i wyrzeka się tego z miłości, ponieważ coś odczuwa, to jest coś: to jest wyrzeczenie.

To jest właśnie nasze tak! Będziemy powoli wyrzekać się!

To jest to, nasz dym; cała ta materia, która przemija, to jest dym; wtedy będziemy posuwać się do przodu w pokoju, to są łaski: Bóg da nam łaski miłości, pokoju.

Wyobraźcie sobie, że słuchamy Woli Bożej, kiedy jesteśmy na tych spotkaniach i kiedy razem modlimy się: jesteśmy w trakcie tworzenia wielkiej rodziny.

Na początku swojej prezentacji, ona powiedziała: była w Nouveau-Brunswick; ale Pan przysłał mnie tutaj i wysyła mnie na Zachód, ponieważ wszyscy jesteśmy zjednoczeni, wszyscy jesteśmy synami i córkami tak dla Jezusa, dziećmi Światłości.

Wszyscy jesteśmy wielką, wielką rodziną: Kościołem Jezusa.

On nas prowadzi w pokoju do Nowej Ziemi, ale spotykamy przeszkody, ludzi, którzy chcą próbować nakłonić nas do zmiany kierunku; to mogą być nasi bracia, to mogą być nasze siostry, przyjaciele.

Wiecie, być może są z nami ludzie, którzy w czasie drogi być może znowu stracą wiarę.

Ale kiedy Jezus pozwala nam usłyszeć krzyczące dziecko i ktoś wychodzi i idzie szukać to dziecko, to znaczy, że On prosi nas o modlitwę: «Idźcie szukać moje dzieci, przyprowadźcie je z sobą, ofiarujcie się, otwórzcie ramiona, przyjmijcie moje dzieci.»

To jest to, czego On chce: chce, abyśmy przyprowadzili do Niego Jego dzieci i to z Jego łaskami miłości, Jego łaskami pokoju, Jego łaskami oddania się, posuwamy się do przodu.

Będziemy mieli znowu oczyszczenie; to oczyszczenie trzeba będzie przejść, mamy przeszkody do pokonania, nie wiemy, dokąd pójdziemy.

Drzewa, to są przeszkody, które będziemy spotykać, przez chwilę będziemy wierzyli, że jesteśmy w stanie sami z tego wyjść, ponieważ będzie w nas jeszcze ludzka wola; On nam pokaże, że trzeba, abyśmy patrzyli w siebie, ponieważ jeśli patrzymy przed siebie z naszą ludzką wolą: znowu się oddalimy, jeszcze raz wejdziemy na miejsca nieznane: to są drzewa.

Będziemy musieli znowu przejść etapy, i to tylko wchodząc w siebie, będziemy widzieli światło, gdyż nie zapominajcie, że kiedy wchodzimy w las, światło przenika, ale nie całkowicie, są to tylko promienie.

Zatem trzeba cały czas mówić tak Jezusowi, cały czas chodzić do kapłanów, otrzymywać sakramenty, trzeba chodzić na mszę, odmawiać modlitwy, czytać dobre rzeczy, zamknąć uszy na dźwięki bez miłości jak telewizja, jak radio.

Musimy przez to przejść; i kiedy to przejdziemy, to wielka chwila, gdy Bóg ukaże nam swoją miłość: morze miłości, łaski miłości; On zanurzy nas w swojej miłości.

A gdzie jest ta miłość? W naszym wnętrzu: zobaczymy w sobie w wszystko, co nam dał i zobaczymy również wszystkie uczynki, które zrobiliśmy dla Niego i także wszystkie uczynki, których nie zrobiliśmy dla Niego; ale On zanurzy nas w swojej miłości, okryje nas swoją miłością i wszyscy, którzy to przejdą, przyjmując Jego miłość: przejdą na drugą stronę.

Wiecie, dmuchane opony, łódki: to są łaski dzieci Światłości; pomożemy naszym braciom i naszym siostrom przejść Wielkie Oczyszczenie.

To jest nasz obowiązek, żyć w Woli Bożej, ponieważ te łaski będą w nich i z tym będą mieli siły przejść na drugą stronę.

Troje dzieci: to my, którzy odchodzimy biegnąc, to my, którzy będziemy biegli: „Ach, Panie miłości!” Troje, doskonałość: czułość Ojca, dar miłości ukrzyżowanego Syna, światło Ducha Świętego.

Widzicie, Oni nas podtrzymują! Przejdziemy to w radości! Ja ją [tę radość] usłyszałam: śmiano się, to było cudowne!

Wiecie, ci, którzy tam byli, patrzyli na nich, byli zadowoleni: więc to znaczy, że nasi bracia i nasz siostry w Światłości będą zadowoleni.

Z tej drugiej strony, będziemy mieli do przejścia mały odcinek drogi, ponieważ serca, które powiedzą nie: będą suche; nie będzie w nich żadnej łaski miłości: nie będzie już w nich miłości; ale co jest cudowne, to to, że my przejdziemy przez ten jałowy teren do Nowej Ziemi: w miłości, w pokoju, w świetle, ponieważ wszystko będzie w naszym wnętrzu; nie będziemy już musieli patrzeć na zewnątrz, wyrzekniemy się naszej ludzkiej woli.

To jest miłość, to jest Wola Boża, która poprowadzi nas do Nowej Ziemi.

Ach, Guy, jesteś tu? Jesteśmy tutaj, nad Jeziorem Saint-Jean, ten wieczór jest cudowny! Oto następny prezent, który właśnie On mi dał.

Wiecie, Pan mi powiedział: «Będziesz miała prezent.»

Miałam pierwszy, to świadectwo w Alma, przypominasz sobie, w poniedziałek?

Ale tutaj, On wyjaśnił mi moją wizję, mój prezent otoczył się piękną wstążką.

Ponieważ kiedy opowiadałam to dziś rano Colette, w ogóle nie wiedziałam, co to znaczyło, bowiem Colette próbowała dowiedzieć się, co to było, a ja nie wiedziałam i odkryłam to z wami.

To, to jest Pan!

Widzicie znaczenie bycia razem, jedna wielka rodzina? Ja nie miałam wiedzieć o tym dziś rano, On chciał powiedzieć to nam, bo nie jesteśmy ważniejsi jedni od drugich:

wszyscy jesteśmy równi!

Wiecie, gdzie On mnie umieścił w grupie? Nie jako pierwszą i nie zamykałam szyku, o nie!

Pomiędzy innymi, to wszystko!

To jest Pana.

Ach z wielką miłością chcę śpiewać w Panu.

I oto największe „kocham cię” dla wszystkich dzieci Światłości w Jezusie, w Woli Bożej.

Dla was, moje dzieci Światłości.

 

Jezus: Do Mnie samego należy deklarować wam moją miłość. To przez posłuszeństwo ona powiedziała to, co Duch Boży chciał, aby moje dzieci usłyszały w czasie tego spotkania i także to – przez posłuszeństwo, które jej nakazałem – co powinno być przez was odczytane, moje dzieci: to jest moja Wola.