Spotkanie miłości z działaniem Boga w Crabtree, Québc,

przez swoje narzędzie, Dziewczynę mojej Woli w Jezusie.

 

2003-04-04

 

Jezus: Wszystkim moim dzieciom ziemi, Bóg ogłasza swoją obecność: On mówi tutaj do każdego z was, tu, którzy jesteście w obecności Głosu.

Dałem temu dziecku moje błogosławieństwo, ona była namaszczona przez Trójcę.

Uczyniliśmy z niej narzędzie, aby do was mówić, aby dotrzeć do was w waszej codzienności.

Wielu z was, moje dzieci, żyje waszym życiem, bez uświadomienia sobie znaczenia waszej obecności przy Nas, Trójcy Świętej: ona jest również ważna, jak wasze życie w Życiu.

Wasza obecność w was sprawia, że zdajecie sobie sprawę, że jesteście w teraźniejszości: że żyjecie.

Musicie uświadomić sobie, kim jesteście.

Bóg wypełnił swoje dzieło: sprawił, że narodziła się miłość między wami, byście wszyscy byli żyjącymi w miłości.

Życie bez miłości jest życiem pozbawionym esencji.

Gdy nie ma projektu miłości, wasza teraźniejszość nie ma esencji, która daje jej smak życia.

Trzeba odkryć, że wy jesteście dziećmi miłości: miłość powinna stanowić część waszego życia.

Mówić bez miłości, jest pokazywaniem tym, którzy was słuchają, że nie macie im co przynieść, że nie macie nic do dania;

każde dziecko oczekuje od was powodu, by być w waszej obecności.

Jeśli dziecko przychodzi do was dając wam podarunek, weźmiecie go do waszych rąk z pragnieniem rozwinięcia go, aby dowiedzieć się, co ten prezent zawiera; gdy go otworzycie i gdy stwierdzicie, że tam nic nie ma, jesteście zawiedzeni: oczekiwaliście czegoś.

Moje dzieci miłości, gdy przedstawiacie się komuś,

on oczekuje od was czegoś;

jeśli mu przedstawiacie jakąś istotę, która mówi tylko o sobie, która odkrywa jemu swoje plany,

swoje pragnienia, drugi może się nasłuchać: nic dla siebie nie otrzyma;

a więc wasza rozmowa stanie się rozmową bezużyteczną dla tego, który słucha:

nie daliście mu miłości,

trzymacie dla was to, co ma wypełniać wasze życie;

ale wy sami, moje dzieci, jesteście puści,

nie zdajecie sobie sprawy, że i sobie nie daliście miłości,

bo gdy się nie daje: nie otrzymuje się.

Czy lubicie żyć bez dzielenia się, bez dawania?

Wasz świat jest światem pustym, który nic od siebie nie daje.

Można mówić godzinami, ale jeśli nie dajecie miłości, nic nie odczuwacie:

wszystkie te godziny słuchania przyniosły wam chłód, obojętność.

Gdy słuchacie waszych programów w telewizji, to, co się w was wytwarza: to pustka.

Wierzycie, że się wypełniacie przez te obrazy, przez te słowa: a one nic wam nie przynoszą.

Te programy są tam, przed waszymi oczami, słuchacie ich dźwięków;

ale te dźwięki nie dadzą wam miłości: one są puste.

Czy możecie podnieść się po godzinnym lub dwugodzinnym słuchaniu, napełnieni radością, napełnieni miłością chcąc dać to, co otrzymaliście?

Jeśli dzielicie się słowami, to jest tylko na zewnątrz, nic nie otrzymaliście w was, aby dać z waszej obecności.

Miłość jest obecnością:

         ona się oddaje, aby dać wam radość, aby przynieść wam pokój, aby wam pokazać, że jesteście kimś ważnym.

         Miłość lubi pokazywać, że jesteście wyjątkowi, że jesteście kimś miłym.

         Miłość odkrywa w was czułość.

Czy wy, kiedy słuchacie waszych programów, odczuwacie to?

Czy możecie zdać sobie sprawę, moje dzieci miłości, ile czasu spędziliście przed pustką?

Wasze życie nie skorzystało z miłości, ono nie mogło dać miłości, gdyż, aby dać, trzeba otrzymać.

Gdy przychodzicie na mszę, aby otrzymać Jezusa w Świętej Eucharystii:

Jezus wam się oddaje, jest w was obecny;

daje wam poznać, że jesteście dziećmi miłości;

jest tam z całą swoją Istotą by dać wam Życie: swoje Życie, swoje boskie Życie, by nakarmić wasze życie, abyście byli miłością.

Moje dzieci, w pierwszym tomie mówiłem o miłości;

ci, co czytali tę książkę, mogą stwierdzić:

         jak bardzo jestem w was zakochany,

         jak bardzo jestem zakochany we wszystkich dzieciach ziemi.

         Kazałem napisać słowo „miłość” praktycznie w każdej linijce, z miłości, (do was)

         abyście uświadomili sobie, że to słowo powinno stanowić część waszego życia.

         Powtarzałem to słowo wiele razy, ponieważ zapomnieliście:

         kim jesteście,

         kto wam dał życie.

Poznaliście Boga, który pozwolił się ukrzyżować na Krzyżu,

moje dzieci, ten czyn jest czynem miłości, czynem darowania:

to działanie mogło się dokonać tylko w miłości, tylko dla miłości.

To napisane jest w pierwszym tomie, odnajdziecie je na każdej stronie: to jest miłość.

Miłość oddała się, aby was mieć dla siebie, w sobie na wieczność,

chce wam odkryć waszą obecność: wasze życie.

Straciliście piękno waszego wnętrza:

kiedy dziecko przychodzi na ten świat, jest miłością, ono nie popełniło grzechu;

         ono ma piękno swego wnętrza, ono ma pokorę swego życia;

         nie potrzebuje innych, by mu mówili, że jest miłością, bo sam wie, że jest miłością;

         z czasem, moje dzieci, straciliście wasze wewnętrzne piękno;

         wasza pokora zamieniła się w pychę;

         uważaliście się za dzieci, które nie maja potrzeby, by im mówiono:

         „on jest maleńki, że jest miłością, że powinien być miłością”.

Posuwacie się w waszym życiu, usiłując odkryć wasze wnętrze, ale miłość jest tam zawsze, w was:

ona jest zawsze obecna, nie może zniknąć, bo to wy: to wy jesteście miłością.

Ale z powody waszych przyzwyczajeń, z powodu waszego świata, zapominacie o miłości w was, i pozwalacie się wypełnić przez pustkę.

Gdy pokazuje się wam obrazy, które nie zawierają miłości Boga, nie karmicie waszej potrzeby miłości Boga;

nabywacie złych manier, zaczynacie patrzeć na waszych bliźnich waszymi oczami utkwionymi w te obrazy, w których nie ma obecności Boga;

stajecie się odbiciem tego, co oglądacie i wasze słowa stają się słowami obcymi dla was samych;

przyjrzyjcie się waszym myślom, wy je powtarzacie, gdyż je już usłyszeliście:

to są słowa bez miłości, słowa przyjęte z tego, co usłyszeliście, one nie pochodzą od waszego wnętrza: z miłości.

Widzicie, wasze życie przerodziło się w nonsens.

Moje dzieci, mówię przez ten instrument miłości, aby wam pokazać, że jestem w was;

jeśli mówię przez to dziecko:

to znaczy, że jestem obecny,

jestem Życiem i Życie jest w was,

jestem w was obecny,

mówię w was,

jestem działaniem Życia,

Moi ukochani, Głos mówi do was:

słuchajcie swojego wnętrza,

wejdźcie w siebie,

będę wam mówił o miłości,

będę wam mówił o was,

powiem wam, kim jesteście.

Wy, moi ukochani, moi wybrani, wybrani mojego Ojca,

wszystko będzie dla was tylko radością, tylko nadzieją:

tam jest życie, prawdziwe życie w Bogu;

to wam przyniesie radość, która się nie zatrzyma,

ponieważ Ja jestem Źródłem wody żywej,

Ja jestem Wieczny,

Jestem żywym Pokarmem.

Moi ukochani, uświadomcie sobie, że wkrótce ci, którzy są w was, będą musieli podjąć decyzję.

Wiem, że teraz wielu z was, którzy są obecni tutaj, uświadomili sobie waszą ważność wobec Boga.

Widzicie światło, posuwacie się w tych dniach ciemności, mając wzrok utkwiony w wasze wnętrze, tam, gdzie jest światło.

Sprawiam, że posuwacie się do mojej Ziemi Obiecanej.

Nie mówię wam, aby wam wmawiać, że to przyjdzie za wiele lat;

niektórzy mówią, że Ja mówię o swoim czasie.

Moje dzieci, Ja nie mam czasu: Ja jestem Alfa, Ja jestem Omega, jestem Obecnością, to wy żyjecie w czasie: pozostańcie w wierze.

Kiedy mówiłem moim apostołom, że Królestwo mojego Ojca było blisko, to była prawda;

oni przygotowywali swoją obecność w Bogu, wędrowali do Królestwa mojego Ojca, a wy, wy jesteście wybranymi mojego Ojca, tymi, którzy będą widzieć w sobie Syna uwielbionego przez Ojca.

Nie usiłujcie analizować czasu, nie usiłujcie analizować tych słów życia,

żyjcie w Bogu, żyjcie w teraźniejszości.

Czy nie wiecie, że jesteście w obecności Boga, w obecności Miłości, Życia Wiecznego, Syna Boga?

Zapowiadam wam czas miłości od chwili, gdy zaakceptujecie żyć w sobie: w obecności Miłości.

Już akceptujecie ten czas, ten czas miłości;

korzystajcie z tego momentu: teraźniejszości, każdej sekundy waszego życia;

jeśli czekacie czasu, to znaczy, że nie żyjecie teraźniejszością:

kierujecie wasz wzrok w to, co nadejdzie, myślicie o tym, co nadejdzie, i wasze myśli nie korzystają z waszej obecności we Mnie: z tej chwili, kiedy jestem z wami.

Moi kochani, czy chcecie poznać szczęście?

Ono jest w was, jest w waszej obecności: ono jest wieczne, to szczęście.

Gdy zaakceptujecie żyć w Bogu, w was, dzieje się coś wspaniałego:

         odkrywacie waszą obecność w obecności Boga,

         zaczynacie patrzeć moimi oczami i zauważacie, że Bóg działa wokół was,

         zdajecie sobie sprawę, że ludzie, którzy nie są w obecności Jezusa, nie mają tej szansy, jaką wy macie: żyć w Bogu,

         i w każdej chwili, gdy odkryjecie to szczęście, które wzrasta,

         odkryjecie, że wasze życie jest bardziej radosne, spokojniejsze!

         Nawet gdybyście mieli cierpienia fizyczne,

         one zaczynają przybierać inną formę,

         i to wam sprawia przyjemność ofiarowania Jezusowi waszych cierpień,

         one stają się mniej uciążliwe każdego dnia:

         pozwalacie korzystać waszemu wnętrzu z tego, co akceptujecie na zewnątrz,

         i miłość wzrasta i wasze szczęście też.

Moje dzieci miłości, czy mam wam powiedzieć,

byście czekali mojego przyjścia w was, byście byli szczęśliwi?

To właśnie w tej chwili, w której żyjecie, powinniście odkryć waszą miłosną obecność z waszym Bogiem

Gdy wiecie, że Bóg jest zakochany w was:

         wiecie, że jest zakochany we wszystkich jego dzieciach, waszych dzieciach, waszych rodzicach, waszych przyjaciołach: i wasze zaufanie do Mnie rozwija się;

         wiecie, że opiekuję się nimi: wasza radość wzrasta;

         odkrywacie jeszcze, że wasze szczęście rozwinie się:, ponieważ jesteście we Mnie, i że Ja was kocham;

         wiecie, że mogę wszystko, i że mogę wszystko dla tych, których kochacie: a więc ci, którzy są na wojnie korzystają też z łask, które składam w was, a to rozgrzewa wasze wnętrze, wiedząc, że opiekuję się nimi;

         macie nadzieje na szczęście na ziemi i to zaczyna się w momencie, kiedy wchodzicie w siebie:

oto tak dla Miłości.

To wszystko jest takie proste:

         tak jak dziecko, które przychodzi na świat, ono jest miłością, bo jego życie jest w nim;

         ono nie jest skomplikowane,

         ono nie potrzebuje myśleć o przyszłości,

         to dziecko żyje swoim życiem w teraźniejszości.

Żyjcie także w miłości swojej istoty.

Jestem w was, mówię do was, byście uświadomili sobie, że żyjecie, że powinniście akceptować wasze życie w was, sprawiam, że uświadamiacie sobie, że jeśli będziecie akceptować by inni przedstawiali wam swoją pustkę, nie będziecie mogli kosztować szczęścia w was;

to nie te programy dadzą wam szczęście, to to, co jest w was: wasza obecność w mojej Obecności.

Jeśli to wydaje się wam skomplikowane, to dlatego, że dopiero to poznaliście;

ci, dla których wydaje się to mniej skomplikowane to ci, którzy odkryli ich obecność we Mnie:

oni już zasmakowali szczęścia, ich szczęścia.

Moje dzieci miłości, Ja jestem Szczęściem, kocham was i słowo miłość jest dla was.

Ono wpisało się w te linijki, aby wam pokazać, że jesteście obecni.

Za każdym razem kiedy zobaczycie to słowo miłość, myślcie, że jesteście we Mnie, Ja w was;

ono nie będzie dla was powtarzaniem, ono będzie odkryciem:

waszej obecności w Bogu.

Wszystko było przemyślane: Bóg wie, co robi, Bóg wie, co jest dla was dobre.

Pozwólcie się ponieść, pozwólcie się pochwycić, pozwólcie się otoczyć, gdyż Bóg jest Miłością:

On jest trzykroć Święty.

Kocham was, moi ukochani, pozostańcie we Mnie, Ja chcę was na wieczność w tym szczęściu, które zaczęło się dla was.

Nie zapominajcie, moje dzieci, szczęście się dzieli, daje się, ono jest darmowe: ono, to wy.

Bądźcie tym, czym jesteście: miłością.

Kocham was, moje dzieci, kocham was!

Przez moją moc: przyjmijcie miłość przez moje łaski, ześlę je na was przez te błogosławieństwa.

Moi synowie miłości mają tę moc przez ich kapłaństwo. Czerpcie te łaski od moich synów.

 

Ojciec Andrzej Nault: Niech Bóg Wszechmogący was błogosławi, Święta Dziewica was błogosławi, niech święci archaniołowie, aniołowie czuwają nad wami i was ochraniają. Ja was błogosławię, jak również waszych bliskich: w imię Ojca, Syna i Ducha Świętego.

 

Wszyscy: Amen.

 

Dziewczyna mojej Woli w Jezusie, w Duchu Świętym: Bóg poprosił mnie, abym dała świadectwo. Powiedziałam: Panie, co ja mogę powiedzieć? Więc dzisiaj rano powiedział mi: «Nie musisz nawet tego wiedzieć! Słowa przyjdą w tobie, popłyną w tobie, gdyż, jeśli próbujesz formować słowa naprzód, one nie wyjdą z twojego serca, ale z twojej głowy: a więc oni nic nie zrozumieją.»

Gdy mówi się publicznie, to powinno się czynić tylko w Bogu;

jeśli mówi się między nami dla wypełnienia rozmowy, to nic nie daje: to staje się bardzo banalną rozmową.

Bóg dał mi to zrozumieć od dwóch lat.

Monique i ja pracujemy często razem i kiedy rozmawiałyśmy w czasie przeznaczonym na posiłek, to dlatego, że podczas dnia nie mamy potrzeby mówienia, to Pan, który zawsze mówi a więc wypełnia dzień!

Nawet jeśli to nie trwa długo, godzinę, być może godzinę, to dużo godzinę! zdarza się, że zajmuje godzinę.

Gdy zaczynałyśmy rozmowę, jeśli ta rozmowa nie podobała się Panu, mówił, że mówimy w próżnię, i że lepiej byłoby zamilknąć:

więc nieraz łzy nam płynęły, bo wstyd, że mówiłyśmy bezużytecznie.

Och! nie mówiłyśmy przeciwko wam, nie!, ale mówiłyśmy bardzo banalnie i to jest to: rzeczy banalne!

I Pan dawał nam zrozumieć bezużyteczność tej rozmowy, gdyż mówił, że nie pomagałyśmy dzieciom, które były w nas.

Nauczył nas tego pomału, codziennie, ponieważ Monique mieszkała w domu prawie cztery miesiące; więc rozmawiałam z nią podczas posiłków, ale pomału On uczył nas ze słowami miłości, z wielką łagodnością, jak mamy się zachowywać i to zaczęło się dwa lata temu i uczymy się nadal.

Pewnego razu:

Och! Panie! On chce, abym to opowiedziała! Och mój Boże!

Było to w czasie mojej rozmowy z Monique, mówiłyśmy o dniu, który mijał: o spotkaniu;

rozmawiałyśmy się o spotkaniu, mówiłyśmy, czego należy unikać, aby nie wydawało się to dla was długie;

bo wiecie, kiedy ludzie przyjdą słuchać, trzeba liczyć czas;

ale wiadomo, że Pan go zabiera: tyle czasu na to, ale między tym są minuty: dziesięć minut, pięć minut: jak to zrobić, abyście nie tracili waszego czasu?

Więc rozmawiałyśmy o tym, potem powiedziałyśmy - Panie, nie chcesz, abym to powiedziała! - w ten sposób: czas kazania jest najważniejszy, powinniśmy go wysłuchać, ale nasza słabość ludzka obliczyła, że było ono trochę za długie.

Wiecie, to bardzo trudne to, co właśnie powiedziałam!

Gdy mówi się o czymś, o czym nie chce się mówić a kiedy On o to prosi: pytamy się, jak to trzeba zrobić. Powiedziałyśmy, że kazanie było trochę za długie.

To nie jest zabawne, bo później płakałyśmy bardzo.

Mam Święte Oblicze w mojej kapliczce - mówię kapliczka, bo to jest miejsce, które przeznaczyłam, tak jak i tutaj, w pokoju mojego męża - następnie powiedziałyśmy: Panie, czy chcesz się pomodlić? Więc ja się modlę, ale słyszę słowa, więc modliłam się, ale to była moja świadomość; zaczęła więc się modlić i później mówiła to, co było dobre, to, co nie było dobre: rzeczy do ominięcia;

a więc ona (moja świadomość) nam mówiła, ona była tam, aby nas prowadzić: świadomość, czasami jej się nie słucha podczas dnia, ale ona jest tam naprawdę: trzeba jej słuchać.

A więc po tej rozmowie czułyśmy się bezpiecznie, nie miałyśmy wątpliwości:

Ona (świadomość) powiedziała mi: «Słyszałam waszą rozmowę», potem powiedziała, że źle postąpiłyśmy;

poprosiła mnie, abym poszła do spowiedzi: zrozumiałam, jak ważne jest to, co się mówi, ponieważ nasza świadomość jest w naszej obecności, to ona nas prowadzi; a więc, jeżeli mówi się źle, jeżeli powie się coś: - och, zupełnie niewinnie, bo to było daleko od bycia złośliwym, ale nawet to -

trzeba ważyć nasze słowa, zwłaszcza, gdy są [skierowane] dla naszych bliźnich.

Widzicie, Ojciec Nault, niedawno mówił nam o grzechu;

a więc on, (ten grzech) nie sądzę, by był śmiertelny, to był grzech powszedni, prawda Ojcze Nault?

Czy on był powszedni, mój grzech? Tak. Dobrze!

Wiec to, że moja świadomość mi powiedziała, że źle postąpiłam, tam odkryłam, że byłam w stanie grzechu; i musiałam się z tego wyspowiadać, wiecie, cierpiałam, płakałam bardzo!

Wstydziłam się tak bardzo!

Ale nie wiem, co z tych dwóch było bardziej trudne: stawić się przed moim spowiednikiem!

To, to też było bardzo trudne, bo w tym czasie odkryłam, że trzeba było, abym się upokorzyła,

trzeba było, abym zapominała o sobie.

Mogłam iść do innego, prawda? Ale nieraz dobry Bóg prosi nas, abyśmy dokonali czegoś ponad nasze siły, i kiedy zgodzimy się na to: wzrastamy w naszym oddawaniu.

Oddajemy się coraz bardziej: to są doświadczenia;

to dlatego, że On nas kocha, to dlatego, że chce, abyśmy się czuli szczęśliwi w nas.

Tego nie dokona się bez trudności: to będzie uświadomieniem sobie każdego dnia

         z tym, co robimy,

         z tym, co mówimy,

         z tym, co słyszymy także.

Trzeba zaakceptować także, że Jezus nas zmienia.

Można mówić: «Oddaję Ci się Panie, chcę robić to, co mi mówisz»,

ale wewnątrz nas, trzeba zgodzić się na uniżenie, abyśmy mogli wzrastać: trzeba to robić!

Wiecie, gdy się odsłania publicznie w ten sposób, to dlatego, że

Bóg chce, byśmy wzrastali razem,

nie chce, bym wzrastała sama,

chce, abyśmy wzrastali razem, jak duża rodzina,

gdyż chce z nas stworzyć jedną rodzinę.

Wieczorem, On błogosławi, i w swoim błogosławieństwie jest jedno za Jego rodzinę: „Błogosławię moją rodzinę”,

i wiem, że skoro Jezus tak mówi, to mówi o nas, wszystkich dzieciach ziemi:

On nas traktuje jak Jego dużą rodzinę.

Jesteśmy jedną rodziną i dlatego trzeba się odkryć, trzeba odkryć, kim się rzeczywiście jest;

kiedy nauczymy się odkrywać: nauczymy odkrywać nasze wady.

Gdy zgodzimy się, by je powiedzieć, widzimy w nas światło: więc postępujemy do przodu;

i gdy zaczynamy robić nasz błąd na nowo: uświadamiamy go sobie bardziej, i to właśnie tam zaczynamy pozwalać, aby Jezus nas przemieniał.

Tylko Jezus może sprawiać to działanie, tylko On, i nie przestajemy się odkrywać codziennie.

Popatrzcie dzisiaj, nie widziałam, że będę po to, aby mówić, och, nie!

Ale On, On ma zawsze o czym mówić, ma zawsze dla nas coś do odkrycia, codziennie: to jest nie do wyczerpania.

Gdy piszę dla Jezusa - zakończyłam w miesiącu maju 2002 pisać odręcznie - wszystko było tam złożone, nagromadziło się tego dużo!

Powiedziałam: «Panie, już więcej nie można powiedzieć.»

Ale skąd! Przeglądam pisma, a dla Pana: jeden wyraz, to nauczanie i tak jest zawsze!

Pan jest niewyczerpany.

Coś mi się wydarzyło: słuchałam Pana. Pisać - przez szacunek, nie powiem wam dla kogo - dla osoby, a ta osoba nie osiągnęła jeszcze swego pełnego rozwoju; więc powiedziałam: «Panie, dlaczego każesz mi pisać to przesłanie, kiedy ta osoba jeszcze nie dojrzała?

Ty napisałeś tak, jakby ona już była kompletna w swoim rozwoju.»

A więc przyjęłam to jako moją pomyłkę z mojej strony, w mojej słabości, nie Jezusa!

Wiem, że Jezus się nie myli, ale ja, tak!

Więc mówię: «Panie, jestem niegodna.»

Poprosiłam Pana: «Potrzebuję wakacji, Panie, bo ta pomyłka, to moja wina, nie Twoja!»

A On powiedział:» Weź Pismo Święte.» Wzięłam Pismo Święte, Powiedział: «Teraz otwórz na tej stronie.»

Powiedział mi numer strony i powiedział też rozdział;

popatrzyłam, a On mówi:» Pisz», to był rozdział z wersetem:

tam było zdanie, tylko jedno, jedyne zdanie i to zdanie:

to było pouczenie: On uczynił mi to cztery razy, tylko to jedno proste, małe zdanie!

Pamiętam to zdanie, to było: Twoja matka jest na dworze z twoimi braćmi:

to zdanie stało się nauką.

Widzicie, że Jezus jest niewyczerpalnym źródłem?

To jest Pokarm, to jest Doskonałość.

To dlatego powinno się pozwolić przemienić przez Jezusa, – a On wie, co jest dobre dla nas – w Jego rytmie, nie w naszym, trzeba także zaakceptować i pozwolić na oczyszczanie się, nie zawsze według naszego sposobu i innych, nie! zwłaszcza nie to!, trzeba to czynić z pokorą, akceptując także cierpieć, ale wzrasta się, uczy się odkrywać miłość, miłość, która jest w nas i miłość bliźniego.

Ważne jest to, aby wiedzieć, że jesteśmy częścią Jezusa.

To dlatego, że Jezusowi zależy na nas: jesteśmy miłością, jesteśmy Jego częścią, On jest Miłością.

On nosił nas przed naszą matką na ziemi.

W tym tygodniu słyszałam Go w piśmie, napisałam to: jak Mu na nas zależy!

Powiedział, że nie przestanie ogłaszać swojej miłości do każdego z nas, ponieważ kiedy jest się Jego częścią, jest się Jego miłością.

Kiedy to się odkryje: to jest szczęście, to nie jest tak, jak się myśli.

Ja zawsze przedstawiałam sobie szczęście jako coś, co byłoby do ofiarowania mi, co uczyniłoby mnie szczęśliwą, tam było szczęście: to fałsz, to nie jest szczęście!

To jest wewnątrz nas: to jak fontanna, która odkrywa nam to, co należy do nas, co jest żywe w nas i pomału to wychodzi: to wychodzi i tam pozwala się kąpać w tym odkryciu: to jest szczęście!

To jest obecność Boga w nas i to nie skończy się nigdy, nigdy, to będzie wieczne.

To jest działanie miłości.

Pewnego dnia, On pokazał mi: jechaliśmy z Lac St-Jean,

         miałam oczy zamknięte

         i tam zobaczyłam wszechświat

         tam były – wydaje mi się – planety

         one były tam wszystkie, to było ogromne!

         ale to się poruszało: to był ruch,

         to się nie przestawało poruszać,

         ale było jakby czymś osłonięte:

         to była Jego miłość: to było działanie miłości.

Jesteśmy częścią tego, ponieważ to On sprawia to działanie.

Musimy codziennie uczyć się żyć w tym działaniu samego Boga.

Kocham was, że wysłuchaliście miłości, która mówi: to nie ja, to nie dlatego, że ja tego nie chcę, ale co jest ważne: to jest wewnątrz, a nie na zewnątrz,

jestem częścią was, a wy jesteście częścią mnie: jesteśmy w tym działaniu miłości;

to właśnie to, co Bóg chciał, abyście dowiedzieli się dzisiaj: On umieścił to działanie we mnie, dla mnie i dla was, a ja wypełniłam Jego Wolę, Jego Wolę miłości,

i jeśli tego wieczoru, uczestniczyliście ze mną, aby słuchać jak Jezus odsłania nam miłość, to jest, że jesteśmy wszyscy częścią Jezusa, naszego dobrego Jezusa miłości, jak to mi mówił często mój Jezus miłości.

Dziękuje bardzo.